top of page

NIENASYCONY

AUTOR: Łukasz Radecki

I WYDANIE ORYGINALNE:

2017, Phantom Books Horror, Szczecinek., 156 str.

 

 

 

 

I WYDANIE POLSKIE:

Jak Obok

 

     

       

     

      „Co łączy masakrę w Toruniu w 2003 roku, tragedię w niewielkiej wsi u schyłku XX wieku i wojnę zakonu krzyżackiego z Litwą w wieku XIV? Odpowiedź jest zaskakująca – pradawny, słowiański demon, zwany Nienasyconym. Zafascynowani okultyzmem młodzieńcy, kierowani ślepą zemstą, wyzwalają istotę skrywaną przez lata przez Krzyżaków. Istotę, która doprowadziła jednego z wielkich mistrzów do szaleństwa, a drugiego zmusiła do rezygnacji z urzędu. Oto zło, nad którym nikt nie może zapanować... Oto demon, który może zniszczyć całe narody... Oto NIENASYCONY!” [Opis z okładki].

       Książkę kupiłem premierowo na Allegro, dlatego śpiesznie postanowiłem napisać parę słów dla osób wahających się czy pójść w moje ślady.

       Po pierwsze cała koncepcja przedstawiania b-klasowych dzieł polskich autorów w ramach cyklu nawiązującego do kultowej dla polskich fanów horroru serii „Phantom Press Horror” sprzed ponad 20 lat jest rewelacyjna. W internecie można już oczywiście znaleźć opinie, że ten pomysł jest tylko ordynarnym skokiem na kasę, żerowaniem na sentymentach. Zdecydowanie się od tego odcinam. Rzecz naprawdę dobrze promuje horror, widać, że powstała z potrzeby serca, a gdyby wydawcom i twórcom rzeczywiście zależało na szybkiej i łatwej kasie, to zabrali by się za jakieś bardziej obecnie dochodowe zajęcie (choćby produkcję młodzieżowej odzieży z motywami historyczno – politycznymi). Obserwując zresztą chociażby facebookowy profil autora kolejnej zapowiadanej w cyklu pozycji ("Pełzająca śmierć") nie sposób nie zauważyć, że autorzy serii oddali horrorowi co najmniej serce i duszę.

       Przechodząc natomiast już do samego „Nienasyconego”, to dobrym pomysłem jest krzyżackie tło. Wplecenie autentycznych postaci i wydarzeń jest naprawdę fajnym manewrem . Widać, że autor nie jest laikiem w temacie i przedstawia wydarzenia z pasją, choć wprowadzając niektórych bohaterów posługuje się chyba nazbyt encyklopedycznym stylem (dużo przekazywanych w ciągu, jeden po drugim faktów, które być może powinien znać uczestnik „Wielkiej Gry” - odcinka pod nazwą „Wielcy Mistrzowie Zakonu Krzyżackiego i ich dzieje”, ale niekoniecznie już żądny krwistych wrażeń czytelnik b- klasowego horroru).

      Kontynuując wymienianie atutów książki, wskażę teraz dość subiektywnie na to, co dla większości czytelników będzie pewnie kompletnie bez znaczenia. Autor umieścił część akcji w Toruniu w 2003 roku. On prawdopodobnie w tym czasie kończył tam swoje studia, ja natomiast rozpoczynałem drugi rok swoich. Dlatego też szczegóły topografii Torunia (zwłaszcza „studenckiego Torunia”) stanowią dla mnie dodatkową frajdę. Las na Wrzosach, tania książka na Łaziennej, Kopernik, Empik oraz wskazane z nazwy puby przywołują u mnie wiele ciepłych wspomnień.

      Choć książka napisana jest językiem nieprzeszkadzającym w lekturze (czyta się szybko i przyjemnie), to w pewnych momentach da się odnieść wrażenie, że pisana była na szybko, że powstała nie tylko z potrzeby serca, ale również z potrzeby chwili (oto ktoś krzyknął – hejże! Robimy nową serię horrorów, napiszże szybko coś na tom pierwszy). Nawet jak na powieść b-klasową, to przyznać również trzeba, że trzej główni bohaterowie są postaciami całkowicie niewiarygodnymi. Nie sposób się z nimi utożsamiać. Chcę wierzyć, że nikt nie jest jednak tak głupi i próżny jak oni. Ostatnim wreszcie mocno zauważalnym minusem jest to, że tytułowy „Nienasycony” może i rzeczywiście jest nienasycony, ale jest również niedookreślony, niedopracowany, niedopowiedziany... Jak na istotę zdolną do popełniania tak straszliwych czynów, to strasznie mało się o nim dowiadujemy.

       Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw wystawiam ocenę dobrą. Choć od dostawienia minusa powstrzymuje mnie nie będę ukrywał – tylko sentyment do Torunia. Niemniej jednak zachęcam do lektury. Mnie pierwszy tom z całą pewnością nie zniechęcił do nabywania kolejnych pozycji cyklu.

       P.S. Rzutem na taśmę przypomniał mi się jeszcze jeden minus - nie dla autora, ale dla wydawcy. Na okładce dostarczonej mi książki nie widać nawet połowy detali, które widać na zdjęciu, które widzicie przy niniejszym tekście. Jest bardzo mocno przyciemniona i traci wiele na uroku.

 

 

bottom of page